gdzie beczą owce

Wpisy

  • sobota, 01 marca 2014
    • Ciekawe znalezisko

      W dzisiejszym wpisie opowiem Wam o ciekawym znalezisku na jakie natrafiłem w trakcie jednej z moich licznych wypraw na czerwonym kontynencie jakim jest Australia. To co znalazłem w sercu pustyni wyjątkowo mnie zaciekawiło i zaintrygowało. Ale nie będę już więcej zaciemniał, przechodzę do tematu :)

       

      Jako, że na początku mojego pobytu w Australii miałem sporo wolnego czasu bo czekałem na przygotowanie biura dla mnie (szok, w Polsce musiałbym pracować z kimś innym w gabinecie, a tam póki nie przygotowano mi biura to miałem płatne wolne). Postanowiłem więc wykorzystać ten czas i trochę pozwiedzać okolicę. Zacząłem od spacerów po bliskiej okolicy, potem odwiedziłem okoliczne miejscowości, a kiedy wrażeń było mi już mało zacząłem zapuszczać się w odludne okolice.

       

      Doszło do tego, że wraz z grupką angielskich turystów wyruszyłem na wyprawę w głąb Wielkiej Pustyni Piaszczystej. Pewnie uznacie, że to chory i poroniony pomysł, ale jakaś siła ciągnęła nas do zwiedzania takiego miejsca. Wynajęliśmy więc kilka samochodów terenowych, zatrudniliśmy dwóch przewodników, zrobiliśmy porządne zapasy i ruszyliśmy w drogę.

       

      Trasa była dość monotonna ale widoki mimo wszystko były zachwycające. Gra świateł i cieni jaka jest możliwa do obserwowania cały dzień na tym kontynencie rozbraja. Powalają na kolana widoki, które można tam zobaczyć. To naprawdę zdumiewające, że na tej samej planecie mogą być tak różne zjawiska pogodowe. Wszystko wygląda tak, jak gdyby tutaj było inne światło słoneczne.

       

      Ale przechodzę już do rzeczy...

       

      Po przejechaniu jakichś 50 kilometrów w głąb pustyni trafiliśmy na mały kolorowy koszyczek. Otwarliśmy go, a w środku znajdowały się rysunki, zabawki, jakaś gra lego, kilka kredek i flamastry. Takie znalezisko i sam fakt, że trafiliśmy na nie na tak ogromnej przestrzeni jest niesamowite. Te małe klocuszki lego i obrazki sprawiły, że byliśmy w szoku przez kilka dobrych minut. Zapakowaliśmy znalezisko do samochodu i ruszyliśmy dalej.

       

      Po powrocie postanowiliśmy odnaleźć właściciela tego pudełka. O dziwo, udało nam się. Okazało się, że jakaś grupka australijczyków kilka lat temu podróżowała tamtędy. Dziecko, które zgubiło koszyk ma teraz koło 20 lat. Ucieszyło się bardzo na widok swojego pudełka. Zakładam, że nie ucieszyło się z samego faktu powrotu tych klocków Lego, ale z powrotu tak ogromnej pamiątki z dzieciństwa.

       

      Powiem Wam szczerze, że lecąc do tego kraju nie spodziewałem się tego rodzaju przygód.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Ciekawe znalezisko”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      clarisie
      Czas publikacji:
      sobota, 01 marca 2014 21:35
  • piątek, 28 lutego 2014
    • Ciekawy obiadek

      Gdy przygotowywałem się do wyjazdu do Australii zastanawiałem się nad różnymi rzeczami które mogą mnie tam spotkać. Spodziewałem się, że węże i pająki, których szczerze nienawidzę, będą na porządku dziennym. Domyślałem się też, że klimat będzie wyjątkowo suchy i nieprzyjazny w porównaniu z naszym. Zaskoczeniem dla mnie nie byłoby też specyficzne podejście Australijczyków do gości którzy ich odwiedzają. Ale to co podano mi na obiad w pewnej restauracji przeszło moje najśmielsze wyobrażenia.

      Kilka dni po przylocie na czerwony kontynent trafiłem do małej wiejskiej knajpki. Tak po prawdzie nie miałem zamiaru nic tam jeść, ale schroniłem się tam w poszukiwaniu cienia i tak jakoś wyszło, że zamówiłem pierwszą z brzegu rzecz. Poprosiłem o specjalność zakładu.

      Z kuchni słychać, że gra gotowanie, na zewnątrz wieje lekki gorący wiaterek, a ja siedzę w brudnej sali i czekam na wyrok. Spodziewałem się jakiegoś paskudnego kurczaka albo innej formy jedzenia robionego w brudnych garnkach.

      Obsługa lokalu zaskoczyła mnie jednak... Otrzymałem na obiad kangura. Wielkie udko z prawdziwego kangura!

      Szczerze mówiąc do teraz nie dowierzam w to co widziałem. Żałuję, że nie miałem przy sobie aparatu bo teraz nikt mi nie wierzy, że gdziekolwiek można coś takiego zjeść.

      Jeśli chodzi o walory smakowe to był nawet niezły. Choć muszę przyznać, że przeżuwałem go z pewnym oporem. Jednak do tej pory kangur kojarzył mi się z miłym zwierzątkiem z filmów i gier dla dzieci, a nie z potrawą na talerzu.

      Choć gdy się nad tym trochę zastanowiłem, to przecież równie dobrze dla nich królik może być miłym pluszakiem, a my robimy z niego rosół. W różnych miejscach są zupełnie różne tradycje kulinarne i myślę, że właśnie w poznawaniu tych różnic drzemie największa przyjemność z podróżowania i odkrywania nowych miejsc.

      Osobiście polecam każdemu kto nie boi się eksperymentów żeby spróbował wybrać się w to miejsce i spróbować kangurzego mięsa. Sam chyba nigdy do tego nie powrócę, ale może ktoś jest jeszcze na tym świecie na tyle odważnym żeby wpakować się w tego typu gotowanie :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      clarisie
      Czas publikacji:
      piątek, 28 lutego 2014 00:35
  • czwartek, 27 lutego 2014
    • Witamy w Australii!!!

      Nie uwierzycie ale wywiało mnie właśnie do tego dalekiego kraju jakim jest Australia. To naprawdę niesamowite miejsce i właśnie na tym blogu będę dzielił się z Wami moimi przeżyciami na obczyźnie. Niedługo zamierzam powrócić do kraju, ale póki co jestem zauroczony nowym miejscem :)

       

      Jak tutaj trafiłem?

       

      Otwórz tak się dziwnie złożyło, że odziedziczyłem po moim zmarłym wujku małą farmę. Szczerze mówiąc mało co kojarzę tego wujka, ale pamiętam, że jak był u moich rodziców lata temu opowiadał mi, wtedy jeszcze małemu dzieciakowi, o dziwnym kraju gdzie żyją kangury. Obiecał mi wtedy, że kiedyś zobaczę Australię. No i zobaczyłem. Jako że byłem najbliższą rodziną, a poza tym, wujek mi to przecież obiecał.

       

      Sama farma nie jest zbyt wiele warta bo wujek nie zakładał jej aby czerpać ogromne zyski i dorobić się majątku, ale po to żeby sobie spokojnie żyć i mieć za co grać w bingo, bo właśnie tą grę wujek uwielbiał.

       

      Do Australii przyleciałem 2 lata temu i zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia. Krajobrazy jakie można tutaj oglądać są tak nierealne jak gdyby zostały wycięte z kolorowanki. Kolory są naprawdę niesamowite! Każda zmiana pogody zapiera dech w piersiach. Przynajmniej w piersiach obcokrajowców, bo tubylcy już się przyzwyczaili.

       

      A czym się tam zajmuję?

       

      Oczywiście, nie uprawiam już kukurydzy jak mój wujek, ale jestem informatykiem w sporej firmie programistycznej. Praca tutaj wygląda trochę inaczej niż u nas. Całymi dniami można się obijać, grać w gierki komputerowe i oglądać przez okno "kolorowanki" pejzażowe, a pod koniec dniówki trochę podkodzić i gotowe. I tak wyrabiam się z normą. Cud... W Polsce się tak nie dało :)

       

      Zapraszam do czytania moich kolejnych wpisów :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Witamy w Australii!!!”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      clarisie
      Czas publikacji:
      czwartek, 27 lutego 2014 00:04